Cichy Beatles?


Na ostatniej biznes-konferencji w Warlubiu poznałem przystojną szatynkę Halinę (nazwisko zmienione) . “Zapraszam Panią na kawę i smaczną wuzetkę”. Zaproponowałem niezobowiązująco. Ona spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach i odpowiedziała. “Przykro mi , nie wybiorę się z Panem na randkę gdyż jestem zakochana w “Cichym Beatlesie” George’u Harrisonie”.

“Szanuje Pani wybór” – odpowiedziałem szarmancko, ale na stronie szybko zadzwoniłem do szwagra żeby mi znalazł jakieś “haki” na tego Harrisona. Przeklęta Beatlemania pozbawiła nas tuzinów dziewcząt, w latach 60 tych i w pewnym sensie 70 tych. Nigdy więcej! Cholerny Harrison nie będzie mi robił koło pióra spoza grobu.

Tak się szczęśliwie złożyło że szwagier pracował kiedyś w charakterze woźnego w studiu Abbey Road gdzie popularne “Żuki” nagrywały różne albumy. Miał haki na wszystkich Beatlesów (a najwięcej na Rogersa z Pink Floydów) .

Cichy Beatles? Chyba cicha woda! Parsknął szwagier.

To był straszny awanturnik. Ty juz Roman chyba zapomniałeś kto nie chciał grać na dachu.

A pamiętasz piosenkę “A day in the life” z solówką orkiestry symfonicznej ?

Sie wie! Odpowiedziałem. Solidny kawałek.

Otóż Harrison nakazał muzykom orkiestry grać niemożliwie wysokie nuty. “Wyżej! Wyżej” krzyczał podczas sesji nagraniowej. Kiedy jedna skrzypaczka odpowiedziała mu “że wyżej już się nie da” Harrison wyciągnął pasek ze spodni i zaczął ją okładać po ramionach. Podobno jej skowyt słychać do dziś na “Białym Albumie” Beatlesów.

Pania Halino! Pani Halino! zawołałem. Mam dla Pani ważną informacje!

Dotyczącą Cichego Beatlesa? Zapytała kobieta a w jej oczach zakręciły się łzy. Powstrzymała je w dwu-oku ale ja wiedziałem że jej dusza delikatnie zapłakała jak ta przysłowiowa gitara.

“Let it be Roman” – usłyszałem głos w swojej głowie. I mimo że miałem już swój umysł nastawiony na nią odpowiedziałem :

E… nie. Chciałem coś pani powiedzieć o Ringo. Ale już zapomniałem co…

No po prostu nie umiałem jej złamać serca. Zresztą naprawdą szanowałem jej wybór. Większość Beatlesowych dziewcząt to były albo McCartenyki albo Lennonówki. Harrisona wybierały zazwyczaj kobiety wysofistykowane i subtelne.

Ciekawym jakich piosenek Harrisona ona słucha? Na pewno “Something”. To gwarantowane. Ale czy Harrison ją zainteresował tym indyjskim rezonansem? Czy w mgliste dni puszcza sobie “Blue Jay Way” jak nadejdzie jesienna słota? Czy wie że Harrison wystąpił w “Żywocie Briana” i że lubił piosenki o piratach? Nie dla mnie odpowiedzi na te pytania. To już jej prywatna sytuacja. Tej szatynki.

Halina odeszła długą i krętą drogą a ja wróciłem do domu. Przebrałem się za Erica Claptona, wyjąłem z pawlacza gitare i zagrałem kilka kawałków do lustra. No co? Ja też mam swoje prywatne sytuacje.

Georgowska składanka :