
Pamiętam jak kiedyś namiętnie tryumfowałem w ramionach zmysłowej Haliny Furtok gdy razem osiągnęliśmy szczyt Czantorii Beskidzkiej. No jakże wspominam tę zasłużoną ekstazę, gdy wręczano nam odznaki Polskiego Towarzystwa Turystyki Krajowej. Gdy lubieżnie bieżyliśmy w dół góry trzymając się za rozpalone nadgarstki, ślubując, że zostaniemy góralami i będziemy razem szczytować doszczętnie. Prywatnie pragnąłem by ta Czantoria była niczym Czomolungma lub inny ośmiotysięcznik. Abyśmy z niej schodzili w euforii przez cały kwartał.
Po tej burzy górskich emocji zachciało mi się zwabić Halinę na randkę na terenie mojej sutereny. Liczyłem, że za pośrednictwem kolacji przy zniczach, zachodnich słodyczach i romantycznej muzyczce dziewczyna przychylnie rozpatrzy mój wniosek o formalną fuzję naszych ciał dwuznacznie spoczywających na kontynentalnej kanapie. Problem w tym, że nie miałem wówczas seksownego soundtracku i muzycznej mapy która pomogłaby mi znaleźć drogę do tego popularnego punktu Giewontu.
Bez smartfona, ba! bez światowej sieci internet człowiek spędził szmat czasu w sklepach muzycznych w poszukiwaniu ponętnych pieśni. Już prawie miał tę składankę gotową, już miał iść i zwabić, lecz wtem Halinę dmuchnął mu sprzed nosa chytry ceper Koźmiński, który zabrał ją na Danzing do Róży Wiatru i się jej oświadczył w tańcu. Był huczny ślub, w trakcie którego urodziły im się czworaczki a ja na czworakach wiłem się jak szczupak w amoku i pełzałem po dolinie tatrzańskiej próbując wywołać lawinę, która pokryłaby całą Polskę od morza do morza. Wtórowały mi góry, wtórowały mi zwierzęta i nawet to echo mi powiedziało prywatnie, że moglibyśmy się dogadać w sprawie lawiny, tylko żebym przyjechał poza sezonem sezonem sezonem….

Mijały lata przeplatane apatią i zwierzęcą zazdrością – jakże gustownie symbolizowaną przez mój kostium górskiego niedźwiedzia, w którym pojawiałem się, de facto incognito, na halnych happeningach z udziałem Haliny i Koźmińskiego. Czy rozszarpanie rosomaka na oczach gości było symbolem mojego własnego, wewnętrznego rozdarcia? Pragnienia zemsty i poczucia winy za to, że swym zachowaniem nie dostarczam fantastycznego przykładu dla młodzieży? Trzy czwarte mojego jestestwa krzyczało : Kulaj beret frajerko! Ale jedna czwarta szeptała “nigdy więcej” i po cichu przystępowała do konsekwentnej kompilacji seksownej składanki dla młodzieży z gór, nizin i Żuławskiej depresji. Wreszcie zusamen ją złożyłem i zadeklarowałem, że jak tylko ktoś będzie potrzebował mojej pomocy w “tych sprawach” 😉 to ja zaraz będę interweniował muzycznie.
50 lat później napisał do mnie przystojny mężczyzna z wąsami z Katowic. Sam mężczyzna również pochodził z Katowic ale to nie jest w tej chwili najważniejsze. Na potrzeby tego felietonu nazwijmy go Adrian lecz on już sam wie najlepiej jak się nazywa i jakie są rynkowe stawki za zachowanie takiej informacji w tajemnicy.

Oczywiście ja w międzyczasie tą składankę sobie cały czas aktualizowałem na potrzeby czasu i zmieniających się trendów erotycznych. Jest to kompilacja do tańca i do kagańca. Do całowania i cwałowania na oklep przez pole. To składanka zanurzona w zmysłowej zalewie zapomnienia z domieszką łechtającego fechtunku gatunków. Gorące granie przy śniadaniowej śmietanie i dosadnym deserze rozrzedzonym w eterze. Ten zbiór ma w sobie owocowy zawrót głowy i nie muszę chyba dodawać, że chodzi tu o zakazane owoce spożywane na pachcie w Utrechcie przy amsterdamskim akompaniamencie echa ochoczo koczujących ochmistrzyń, niewątpliwie bardzo seksownych.
Przyjrzyjmy się już może tej liście, którą frywolnie otwiera Seksowny Chłopiec zespołu Powietrze. Od razu uspokajam, że jest to utwór opieczętowany promesą francuskiej żandarmerii, że przysłowiowy garson był pełnoletni w trakcie nagrywania utworu. Mimo iż nie jest to piosenka o ortodoksyjnym powabie sądzę, że może być ona bardzo fantastycznym akompaniamentem dla kawalerów planujących ‘le grand entrance’ na danzing albo do francuskiej remizy strażackiej (le remizé). Jest to również świetny utwór do wyeliminowania konkurencji na parkiecie i skupienia uwagi płci pięknej na sobie, podczas gdy wstydliwi mężczyźni usuną się pod ścianę spłoszeni pretensjonalnym refrenem. Jeżeli ten fortel zadziała to proponuję nie kombinować i pozostać przy repertuarze zespołu Air. Taryfa do domu gdzie już mamy w magnetofonie przewiniętą kasetę do piosenki ‘Talisman’ podczas której spontanicznie podpalamy kotarę by płonąc w tle symbolizowała obłędną pasję, której się oddajemy, oczywiście razem z dziewczyną.

Jeżeli żarliwych żądzy nie zażegna przyjazd straży pożarnej i lubieżna pożoga przedłuży się poza regulaminowy czas piosenki sugeruje na dogrywkę numerek Huragan i wreszcie utwór ‘‘All I need’ przy którym białogłowy i brunetki uwielbiają rozpływać się w rozkoszy.

Jeśli jednak te opcje “nie wypalą” i miast upojnych chwil zostaniemy wyśmiani, pobici lub poszczuci psem – zalecam szybki powrót do starych i sprawdzonych klasyków. “Je t’aime Moi Non Plus” od lat skutecznie podnieca zarówno bezpruderyjnym oddechem kawalerki orderu imperium Jane Birkin jak i dwuznacznym szeptem szubrawego hedonisty – starego Ginsberga, który z niejednej jabłoni jadł jabłka. A skoro już o jabłkach i jabłoniach mowa to wspomnijmy może także o nie spadaniu z nich jak te wrony czego dowodem mogą być niektóre piosenki Szarloty Ginsberg – de facto owocu gorącej kolaboracji Ginsberga i niewinnej Birkinównej. Utwór Vanities nadaje się do kolektywnej kontemplacji , powolnego zjednoczenia w zadumie i wilgotnej słocie jesiennego listopadu.

Bynajmniej Szarlota samopas piosenki nie rozpisała, utwór spłodził współudział z rzemieślnikiem wielu branży, wszechstronnym Beckiem Hansenem. Ten niewysoki mężczyzna znany bardziej ze swojej smykałki do alternatywy zdecydował się kiedyś pójść w szranki z liderami gatunku “die sekzische muzzik” i nagrał niby to żartobliwy album Midnite Vultures – który ja zalecałbym jednak traktować śmiertelnie poważnie i odsłuchiwać go robiąc sobie notatki na brudno a później przepisywać do oficjalnego zeszytu lub podręcznego notesu, który zmieści się w kieszeni obcisłych dżinsów. W albumie tym Beck oferuje w dwupaku zarówno zmysłowe rytmy jak i szablony zachowań dla początkujących bawidamków. Przyjrzyjmy im się bliżej (tym zachowaniom) analizując poniższą zwrotkę piosenki Debra:
“I pick you up late at night after work
I said “lady, step inside my Hyundai”
I’m gonna take you up to Glendale
Gonna take you for a real good meal”
Rozbierając tę strofę na czynniki pierwsze od razu rzuca się w oczy naprawdę szczodra oferta zawierająca :
- Odbiór z pracy na drugą zmianę
- Komfortową podróż w samochodzie marki Hyundai
- Ekscytującą wizytę w zupełnie innej dzielnicy, w tym przykładzie chodzi konkretnie o Glandale w Kaliforni , słynące między innymi z dużej koncentracji Ormiańskiej diaspory
- Oprócz tego ciepły posiłek, najprawdopodobniej opłacony w całości przez artystę. Niewykluczone że chodzi tu o smaczną kuchnię ormiańską ale nie możemy być tego pewni więc lepiej nie spekulujmy
Następnie dowiadujemy się że wspanialy czas we dwoje może zostać rozszerzony o siostrę dziewczyny , tytułową Debrę. Czytając między wierszami nie trudno sobie wyobrazić że w konsekwencji dojdzie między zainteresowanymi do szalonej miłości być może przy akompaniamencie dźwiękowego tornada finału piosenki “Nikotyna i Tłuszcz” z tego samego albumu , w której artysta traktuje także o karmieniu partnerek rzadkimi owocami, masażu duszy i asystowaniu przy domowych obowiązkach, ergo pranie. Ja już od siebie dodam , że pomoc również przy prasowaniu jest bardzo niedocenianym afrodyzjakiem i że, jak to się mówi na Kaszubach , “wypoczętë dziewczętë jest statystycznie 2 razy skłonniejsze do swawoli”. Cenne uwagi w piosenkach Becka to wspaniałe przykłady dla nas wszystkich ale artysta bynajmniej nie ogranicza i wręcz apeluje by wyjść poza szablony i przełamać prawa seksownej logiki! I wanna defy the logic of all sex laws! – postuluje w innym utworze. Sądzę że to przesłanie pełne nadziei dla młodych mężczyzn zdające się sugerować że fortel, humor, zaradność i kultura osobista mogą pomóc zdystansować w konkurach nawet najpotężniejszego samca o markowej garderobie. Oczywiście czytam tutaj pomiędzy wierszami tekstu piosenki.
Podobnego “instruktażu lovażu” możemy spodziewać się od zespołu, nomen omen, Lovage i ich muzycznego kompendium “Muzyka do robienia miłości przy Twojej Starej ”. Zaznaczam że tytułowa “Stara” nie powinna być tutaj interpretowana w sensie Edypowym lub antykwarycznym – sądzę że możemy się tutaj doszukiwać analogii z kordialną estymą z jaką cieszył się wśród swoich żołnierzy Marszałek Piłsudski, aka popularny “Dziadek”.

Podobną estymą wśród młodych mężczyzn cieszy się czasami znana “Madana” której zmysłowy utwór “Erotyka” jest pełen pikantnych referencji do erotyki , romansu i erotyki.
Pozostając przy klasykach gatunku trudno pominąć Barrego White’a , którego baryton zatrudnia się od lat podczas domowych randek przy gramofonie ja jednak słyszałem wiele niepochlebnych opinii o tej metodzie a w zasadzie to jedną niepochlebną opinię mojego szwagra który wybrał się kiedyś z “narzeczoną” do bodajże restauracji gdzie za kelnera robił pewien murzyn a właściwie to taki ogorzały Ormianin o podobnym barytonie do Barrego White’a. Gdy “narzeczona” poprosiła o dodatkową porcję pieprzu i soli to ten kelner odparł że jest tylko pieprz i szwagrowi zrobiło się jakoś tak dyskomfortowo. Ten dyskomfort pozostał we szwagrze przez cały wieczór i później w domu podczas szpachlowania przy muzyce nie mógł się pozbyć wrażenia że to nie Barry White dla niech śpiewa tylko wlaśnie ten Ormianin. Raz wręcz odwrócił głowę by sprawdzić i się okazało że faktycznie ten Ormianin stal za nimi z solniczką w ręku. Oczywiscie pieprz i sól kojarzą mi się głównie z zespołem Sól i Pieprz i ich popularnym kawałkiem o czekoladowym przepychu a w zasadzie to o przepysznych przepychankach i aktywnym spędzaniu czasu we dwoje. Trzymajmy się jednak tematu piosenek o seksie i porozmawiajmy o nim otwarcie bez żadnych tabów . Czy Afrodyta faktycznie była Afroamerykanką? Czy czekolada konsumowana przy kopulacji to afrodyzjak czy afront? Czy 119 BPM to najlepsze tempo w muzycznej podróży do punktu Ge? Czy seksowne fajerwerki to tylko tło w spektaklu o przetrwaniu gatunku? Czy siostry Euforia i Ekstaza to gwardianki apogeum ludzkiej empirii? Czy proponowany przez Darwina paralelizm seksualnej selekcji u ptactwa i człowieczeństwa tłumaczy genezę szeroko pojętego śpiewu jako funkcji wyrwania fajnego towaru na dzielnicy?
Jako umysł ścisły lubię bazować w moich odpowiedziach na statystykach a te mówią, że na każdego kawalera zadającego sobie powyższe pytania przypadają trzy i trzy czwarte dziewczyny, które w tym samym czasie oddają się innemu dżentelmenowi do utworu Bara bara bara i de facto riki tiki tak, kwartetu Milano.
Nie zdziwiłbym się gdyby te trzy czwarte reprezentowały moją Halinę Furtok, której jedna czwarta prawdopodobnie podprogowo zdaje sobie sprawę jaką ucztę muzyczno-erotyczną bezpowrotnie utraciła wystawiając mnie do wiatru w tej feranej Rózy Wiatru. Jej strata jest Państwa zyskiem bo oto przedstawiam tutaj do wglądu hyperlink do prawdopodobnie najseksowniejszej składanki na ten kwartał! To ponętne portfolio “odwali fuchë niczym hiszpańskie muchë” ! 60 piosenek do wyboru i rozbioru zarówno dla koneserów jak i knujących kawalerów pragnących gorąca seksownego Pekaesu sunącego do słońca!
Kłaniam się i życzę zmysłowej zabawy!
Romek
