Wpatrzeni w Obuwie


Pamiętam jak kiedyś przebywając na stażu w Brystolu wziąłem przez pomyłkę udział w loterii fantowej i wygrałem oryginalne półbuty doktora martensa. Taki byłem szczęśliwy, że nie mogłem się na nie napatrzeć. Stałem pod korner-szopem ze spuszczoną głową i podziwiałem ich nowość.

Pan też w branży Shoegazingu? Zapytała mnie pewna szpakowata Angielka (polskiego pochodzenia).

Co ? Odpowiedziałem. Nie wiedziałem za bardzo, o co jej chodzi.

Ona tylko się uśmiechnęła i wręczyła mi dwustronną składankę podgatunku alternatywnego indie-rocka. Niech pan sobie wysłucha w domu jak Pan wróci do Radomia.
A skąd Pani wie, że jestem z Radomia? Powiedziałem.“Where do you know?” Ale ona jakby się rozpłynęła w angielskiej mgle.

Wkrótce później, w prywatnych okolicznościach, o których nie chciałbym tutaj wspomnieć, dowiedziałem się, że Shoegaze to gatunek muzyczny stworzony przez rozkosznie zakompleksioną i zahukaną młodzież, która chroniąc swoją nieśmiałość aranżowała dźwiękowe kołtuny wokół siebie, żeby nikt do nich nie mógł za blisko podejść. Echo, opóźnienia, potrójne reverby,różne szumy – generowały dźwiękową atmosferystyke niby to inspirowaną Moim Krwistym Walentynem Kevina Shieldsa ale o wiele bardziej zachęcającą do wspólnej zabawy i przeżywania emocji-czy to w zaciszu domowego ogniska, czy to w grupie introwertycznych przyjaciół gdzieś nad wodą. Ponieważ długość dźwięku regulowało się w tym żanrze nogą, młodzi wykonawcy często znajdowali się w swoistej zadumie wpatrzeni w przestworza swojego obuwia.

Wśród nich brylowała grupa ‘Powolnego nurkowania ”(tzw. Slow-Dive). Oczywiście były jeszcze inne grupy, ale zapomniałem jak się one nazywały. Slow-Dive wywodził się z przysłowiowego Readingu w hrabstwie Berkshire co na pewno wywarło jakiś efekt na ich twórczość.

Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, o czym Slowdive w swoich piosenkach śpiewali, ponieważ wspomniana wcześniej gęsta atmosfera dźwiękowa, wszechobecne echo i moja nieznajomość języka angielskiego sprawiały, że wszystkie wyrazy zlewały mi się w jedno długie “Jeeeeeeeeeeeee”. Nie rzutowało to jednak na jakość odbioru, wręcz przeciwnie sprzyjało zadumie i dodawało tajemniczego mistycyzmu treści ich piosenek. Wyjątkiem jest tutaj utwór Golden Hair, którego tekst był znany nie tylko nie od dziś, ale wręcz od 1907 roku, kiedy to niejaki James Joyce napisał wiersz o tym tytule i proroczo sobie zażyczył żeby ktoś mu kiedyś ten wiersz wyśpiewał. 60 lat później usłyszał go Syd “Zwariowany Diament” Barret który nadał słowom Joyca tonacji i oprawy muzycznej.

Slowdive poszli jeszcze dalej i nie tylko pięknie wyśpiewali zwrotkę o “Złotowłosej Blondynce z okienka” ale także rozwinęli ten wątek instrumentalnie niejako dopowiadając dalsza historie, ergo co stało się później, gdy ona już wychyliła się zza okna do jej kokietującego konkubenta. Nie jestem ekspertem w tych sprawach ale ta instrumentalna historia trwająca ponad 7 minut sugeruje mi, że ci dwoje łatwo ze sobą nie mieli. Była namiętność, burza emocji, swoista słodko-gorzkość . Być może rozstanie na wiele lat. Ożenek z innym partnerem. Dzieci. A potem niespodziewane spotkanie po latach w angielskim Zusie! Ona nieuczesana, włosy zafarbowane na kasztanowo on też jakiś taki zgarbiony skarpety nie do pary. Ale jak się nagle między nimi coś nie zaiskrzy jak nagle ich nie zbombarduje piorunami po całym ciele po oczach, po głowie, że aż kurna ściany będą się trzęsły. Że aż będzie furczało w tym urzędzie skarbowym! To znaczy Zusie.

Druga piosenka godna uwagi to “I saw the sun”. Emocjonalnie lżejsza i prostsza w odbiorze, bo poza tytułowym “Zobaczyłem słońce” nie można żadnego innego słowa zrozumieć. Ale czy to samo “I saw the sun” nam nie wystarczy? No jakże nas to nie przenosi w czas wczesnego dzieciństwa i naszych pierwotnych przygód i przyjemności?

“Widziałem słońce” , “znalazłem patyk” “wpadłem do wody” “Jee-eeee-eee!”

Na dokładkę polecam również utwór zatytułowany “Ryszard”. Jest to piosenka albo o zapomnianym koledze z liceum albo o chłopaku co to jeździł po drugiej stronie drogi (w sensie że jeździł po prawej stronie, bo w Anglii jest ruch lewostronny, u nas to by jeździł po lewej stronie).

Co więcej? Instrumentalny Riverman, Shine, I believe, Souvlaki Space Station – no piękne piosenki Slowdive nagrywało i pewnie by tak nagrywali do dziś, gdyby nie przyszedł czas Oasisu i ich brudnego brytpopu*. Zjawili się jak ktoś kto przyszedł na degustacje wina z butelką browaru , beknął i rozsiadł się na 3 krzesłach tak, że dla naszych “obuwniczych” zabrakło miejsca przy muzycznym stole.

Dlatego ja apeluję, żeby Shoegazingu nie zapomnieć! Czasami jeżdżę do Brystolu i staje sobie pod tym samym korner-szopem dzierżąc tabliczkę “Pamiętamy”. Kto wie może kiedyś tam spotkam tą szpakowatą Angielkę?

*G’woli ścisłości to spotkałem się także z opiniami, że za schyłek Shogazingu tak naprawdę odpowiedzialna jest Nirvana. Nieważne…